I inne...

Dobre wspomnienia – o obrotach ziemi, noworocznych celach i najlepszych chwilach roku minionego.

Jak to się stało? Kiedy?

Ziemia obróciła się wystarczającą ilość razy, by wskazówka na kalendarzu przeskoczyła na liczbę 2019.

Jesteśmy starsi, czy to się komuś podoba, czy nie. Może trochę bardziej doświadczeni, a może tylko bardziej zmęczeni. Ale nadal włóczymy się przez czas wymyślając kolejne sposoby na dalszą włóczęgę… i może jeszcze trochę mniej nudy, trochę więcej radości.

Niezwykłe, że pojedynczy obrót naszej planety ma taki potencjał wywoływania zmian. Dlaczego po 148 obrotach Ziemi nie zaczynamy wymyślać jakiegoś niepicia, dietek i innych siłowni? Dlaczego musimy czekać na ten 366 (słownie: TRZYSTA SZEŚĆDZIESIĄTY SZÓSTY!) obrót? Czy naprawdę opłaca się tyle trwać w oczekiwaniu, aby stwierdzić, że fajki są złe, albo w końcu uczciwie spojrzeć w lustro i na wyniki badań?

 

Na ostatnie pytanie odpowiem: nie trzeba!

Ale fajnie, że można 🙂

Bo lepiej pomyśleć raz w roku, niż wcale.

 

Dla mnie, od wielu lat punktem wyjścia do planowania kolejnych miesięcy – jest podsumowanie poprzednich. To miły czas.

Odkrywam wtedy, że ten rok nie był, aż taki zły, jak podpowiada zatkany kortyzolem mózg.
Okazuje się, że robiłem milion super-rzeczy, o których mógłbym opowiedzieć wnukom za 40 lat. A nawet doświadczam przypływu wielkiej fali wdzięczności za wszystko co było (i to nie tylko dlatego, że „ufff… już za mną”) 😉

Dobrze mi spojrzeć wstecz. Jeszcze raz się tym ucieszyć!

 

Moje TOP wspomnienia z roku 2018!

 

1. Nasz 3 miesięczny plecakowy wypad do Azji.

Taka podróż daje więcej, niż jakakolwiek szkoła. To lekcja życia. Lekcja pokory, walki i zrozumienia. A dla nas? Chyba najpiękniejsze chwile w życiu.

Tułanie się wśród plaż Tajlandii, dzikich laotańskich krajobrazów, gór Wietnamu i khmerskich świątyń Kambodży. Zwiedzanie niezwykłych atrakcji i zwykłych uliczek. Ciągłe obcowanie z innym światem. Oddanie się drodze i bycie po prostu.

A poza tym słońce, słońce i jeszcze raz słońce 🙂

2. Spotkanie z przyjaciółmi w górach.

Po latach myślenia wreszcie zdecydowaliśmy się wynająć domek w górach i sprosić przyjaciół. Organizacyjne trudy wynagrodziły długie rozmowy, angażujące gry i wspólna wędrówka po Karkonoszach. Smaczku dodało dzielenie się swoimi pasjami i zarażanie nimi!

A cały weekend utwierdził nas w przekonaniu, że czasami choć u przyjaciół zmienia się wszystko, nie zmienia się nic.

3. Samochodowe Tripy po ziemiach naszych i naszych sąsiadów.

Gruntowne porządki w samochodzie zamieniły Kangura w niezwykle urokliwy domek na kółkach. A głód przygody i tęsknota za byciem w drodze kazała nam ruszyć.

Przemierzając kilometry i śpiewając „Piąty bieg” Budki Suflera zakochaliśmy się w płaskich głazach Lillstein’a w Saksońskiej Szwajcarii. W Czeskiej Szwajcarii ponarzekaliśmy na skalę turystyki pod Prawczicką Bramą. Wędrowaliśmy po Jizerach i podziwialiśmy widoki ze szczytu via ferraty w Decinie. Błąkaliśmy się po Małej Fatrze i szaleliśmy w Energylandii. Spacerowaliśmy po niemieckich parkach w poszukiwaniu róż i bazaltowych mostów, a kąpaliśmy się w wodospadzikach lub na basenach.

I z radością stwierdzamy, że Kangur nadal jeździ 🙂

4. Maria Śnieżna – zabierz rodzinę gdzieś!

Po wielu planach wreszcie udało się nam zabrać w góry także bliskich. Wraz z ciocią i kuzynką wdrapaliśmy się pod Górę Igliczną, aby zwiedzić Sanktuarium Marii Śnieżnej.

Zarażanie górami najbliższych jest niezwykłą frajdą. Najpierw widzisz zasapane i zmęczone twarze, wzrok mówiący „co ja tutaj robię”, a później uśmiechy od ucha do ucha i dumnie wyprostowaną postawę – postawę Zdobywcy!

5. Szkockie włóczęgi wśród skał i wodospadów.

Gdybym był wokalistą Kobranocki wszyscy znaliby piosenkę „Kocham Cię jak Szkocję”.

W czasie tygodniowego pobytu nie tylko spędziłem trochę czasu z tatą, ale także złapałem oddech. Z wędrówek po skalnej grani Aonach Eagach, ścieżkach prowadzących pod 120 metrowy wodospad Steall Falls, czy kładkach prowadzących pod wodną nieckę Gray Mare’s Falls wróciłem jeszcze-trochę-bardziej zachwycony krajem Bravehearta.

6. Noclegi z niedźwiedziami w Bieszczadach.

Ostatnie 2 tygodnie sierpnia spędziłem w pracy. Organizowaliśmy obozy konne w Bieszczadach. Takiej pracy życzę każdemu, bo choć momentami trudna, to zostawiająca ślady na całe życie.

Pogoda przy pierwszym turnusie nieźle nam dokuczała. Suszyliśmy się przy ognisku po to, aby po 2 minutach być z powrotem mokrzy. Hamaki dawały ukojenie po kilku godzinach konnych wędrówek. Wszechobecne błoto dekorowały ślady niedźwiedzi. Przy pasie nosiłem spray na misie oraz pistolet hukowy, ale nie musiałem ich używać, bo wokół mnie byli sami twardziele 🙂

7. Ukończenie Studium Trenera Zmiany.

Ten rok przyniósł także kilka niezwykle cennych doświadczeń zawodowych. Postanowiłem lepiej zrozumieć rozwój, nasze ludzkie wartości i potrzeby. Sprawdzić kierunek swojego życia i nauczyć się wspierać innych w zmianie. Godziny na sali szkoleniowej, prowadzenie warsztatów i wymyślanie narzędzi dało mi nie tylko doświadczenia trenerskie, ale także dużo bardzo wartościowych wniosków na temat funkcjonowania ludzi w grupach, uczenia się, czy mojej skuteczności.

8.Budowanie pierwszych coachingowych relacji.

W październiku wróciłem na studia. Ostatni rok. Magisterka. Te sprawy. Zbiegło się to także ze studium trenerskim i obudziło potrzebę prawdziwego działania. Przestałem wreszcie być „wanna-be”, a zacząłem indywidualnie pracować z ludźmi.

Pierwsze doświadczenia pokazały mi niezwykłą wartość relacji coachingowych. I choć wydawałoby się, że to przede wszystkim przestrzeń rozwoju klientów, to i ja wyciągnąłem z tych relacji naprawdę dużo. Zadawanie pytań ma naprawdę olbrzymią moc. Szczególnie, gdy większość rozmów w życiu człowieka polega jedynie na przekazywaniu informacji.

9. Przeprowadzka do Tychów.

Dużym krokiem była przeprowadzka. Nigdy, przenigdy nie sądziłem, że zamieszkamy w Tychach. Mała kawalerka stała się jednak dla nas domem, a osiedle bloków przestało być labiryntem.

Każdy dzień przynosił nowe odkrycia, a mapa początkowo pełna białych plam wypełniła się treścią. Już wiemy, gdzie jest sklep, szpital, las, fryzjer, mechanik, a nawet żyrafa.

I okazuje się, że to całkiem miłe miasto!

 

10. Beskidzkie mikroprzygody.

Co tu dużo mówić. W góry chodzić trzeba, bo po to są.

A gdy pytają, co widzisz w górach, powtarzać z nieudawanym przerażeniem:

ŚWIAT BEZ GÓR BYŁBY PŁASKI!

 

***

A Ty? Co najlepiej wspominasz? 🙂

Podziel się z nami swoimi wspomnieniami pisząc komentarz lub wiadomość.
Szczęście się mnoży, gdy się nim dzielisz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *