Wyzwania

Kompania Korna – krew, pot i łzy!

Kiedy ostatnio budziłeś się co chwilę w nocy, przeżywając poprzedni dzień? Czułeś z siebie dumę? Radość, pomimo bólu. Który wydaje się nie do zniesienia, a jednocześnie jest w nim coś przyjemnego. Przypomnienie o przeżytej przygodzie. Pokonaniu samego siebie! Nas spotkało to dzisiejszej nocy.

Mieliśmy wczoraj przyjemność (i trudność 😀 ) wziąć udział w zawodach rogainingowych  – jest to typ rajdu na orientację, w którym dostaje się mapę z dużą ilością miejsc do odnalezienia. Są one różnie punktowane, więc zawodnicy sami planują sobie trasę i wybierają punkty, które postanowią odnaleźć w wyznaczonym czasie.

Wiosenne Czarne Korno 2019 odbyło się w Lanckoronie – skutkiem tego na całej trasie towarzyszyły nam własne „ochy” i „achy”, będące wynikiem zachwycającego klimatu najbliższej okolicy.

Wybraliśmy siedmiogodzinną trasę pieszą – w celach krajoznawczo-rekreacyjnych oraz sprawdzenia siebie. Początkowo dobrze się bawiliśmy, skupialiśmy się na odnajdowaniu kolejnych punktów i podziwialiśmy piękno okolicznej przyrody.

Inni zawodnicy, których mijaliśmy na trasie, bardzo często pokonywali ją biegiem – to nas motywowało do zwiększenia własnego wysiłku. Szybko traciliśmy siły.

Wraz z narastaniem długości wysiłku… było coraz ciężej. Ból kolan, stóp, liczne obtarcia, skurcze, drobne rany, trochę krwi, obrzęki, zmęczenie, brak oddechu, brak sił… ale ani przez moment nie myśleliśmy o poddaniu się.

Nawzajem motywowaliśmy się do walki, modyfikowaliśmy trasę, rozwiązywaliśmy (cudowne!) zagadki na odnajdowanych punktach, a gdy brakowało nam sił… biegliśmy szybciej!

Im mniej czasu zostawało do końca zawodów, tym większa była chęć zdążenia na metę, choć organizmy mieliśmy coraz bardziej wyniszczone. W ostatnich dwóch godzinach oboje kuleliśmy, brakowało nam wody, skurcze hamowały bieg, a ból kolan stawał się nie do zniesienia. Ale kolejne punkty na nas czekały, a czas zawrotnie szybko upływał. Pokonywaliśmy więc dalej strome pagórki, dodawaliśmy sobie sił i zmierzaliśmy dalej.

Dziś ledwo się poruszamy, ale mamy pewność, że ten dzień nie zostanie przez nas zapomniany!

Po drodze mijaliśmy sympatycznych zawodników, którzy chętnie służyli pomocą czy dobrym słowem. Na mecie też przyjemna atmosfera i świetna organizacja… za co dziękujemy i bardzo wszystkim ten rajd polecamy!

Gdy regenerowaliśmy się na mecie, nie byliśmy w stanie chodzić… choć adrenalina chwilę wcześniej niosła nas jak na skrzydłach 😉 Wielką przyjemnością dla nas było uświadomienie sobie, że w te siedem godzin nie tylko zdobyliśmy dużą ilość punktów, ale pokonaliśmy… 40 kilometrów!

Dla mnie to ogromny dystans, największy w życiu, dlatego wiąże się z wielkim przeżyciem, niedowierzaniem i radością 😊 Cały czas mam przed oczami pokonywaną przez nas trasę, przejęcie i naszą cudowną współpracę.

Wspaniałą pamiątką po tej morderczej  i pięknej przygodzie będzie statuetka za zajęcie drugiego miejsca wśród kobiet. To pierwsze takie w życiu zdobyte wyróżnienie będzie dla mnie przypomnieniem jednego z najcudowniejszych moich dni! I motywacją, do przeżywania przygód i pokonywania siebie.

G.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *