Podróże,  Przygody

Trekking na wulkan Acatenango – niesamowita Gwatemala

Widok na wulkan Agua

Najpiękniejsze wspomnienie

Z ponad 9 tygodni podróży po Gwatemali i Meksyku to właśnie trekking na wulkan Acatenango jest wspomnieniem, które najbardziej zapisało mi się w pamięci.

Każdego, kto rozważa podróż do Gwatemali nieśmiało zachęcę: jedź tam koniecznie!

O urokach tego państwa może kiedy indziej, gdzie indziej, a dziś szczegóły dotyczące zdobycia wulkanu.

Aktywny wulkan Fuego

Koszty dwudniowego trekkingu

Po pierwsze w miejscowości Antigua Guatemala jest bez liku firm oferujących zorganizowane wycieczki. Dzięki grupowej wyprawie koszt nie jest wysoki – oscyluje w granicach 200-300 zł od osoby.

Cena zawiera transport, nocleg w  namiocie, materace, ognisko, opiekę przewodnika. Zatem dla osób niedoświadczonych w górach, które nie radzą sobie z nawigacją jest to dobra i bezpieczna opcja.

My nawigować lubimy, a ponadto nasza dłuższa podróż miała charakter budżetowy, także zorganizowaliśmy całą wyprawę taniej. Mianowicie pod wulkan dojechaliśmy uberem (25 zł/os.), wulkan zdobyliśmy samodzielnie, bez przewodnika. Wynajęliśmy tylko namiot w jednym z „base camp’ów” (25 zł/os.). Do miasta wróciliśmy transportem lokalnym (12,5 zł/os.). Także całkowity koszt naszej wycieczki wyniósł 62,5 zł za osobę.

Szczegóły wyprawy

Wędrówkę do base campu jednej z firm, u której wynajęliśmy namiot, rozpoczęliśmy około godziny 11.00. Maszerowaliśmy spokojnym tempem w towarzystwie słonecznej pogody. Do bazy dotarliśmy około godziny 16.00. Tego dnia czekał nas już tylko odpoczynek, a zarazem jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń w życiu.

Po zjedzeniu pianek marshmallow przy obozowym ognisku usadowiliśmy się na krzesełkach z widokiem na aktywny wulkan Fuego. Przez kilka godzin jak zahipnotyzowani obserwowaliśmy wyrzuty pyłu wulkanicznego, którym towarzyszył głośny huk. Podziwialiśmy również piękny wulkan Agua, który góruje nad miastem Antigua Guatemala. Czas mijał bardzo szybko. W końcu zastał nas zjawiskowy zachód słońca.

Gdy nastała noc i zrobiło się bardzo zimno, schowaliśmy się do namiotu. Z przejęcia nie spaliśmy przez pół nocy. Chęć podziwiania języków lawy wypływających z wulkanów Fuego i Pacaya była silniejsza. Tego widoku nie da się wyrzucić z pamięci!

Widok z namiotu na wulkan Fuego

Wschód słońca… nie do końca

Choć noc nie należała do przespanych, o 4 nad ranem zerwaliśmy się z polowego łóżka i wyruszyliśmy na szczyt wulkanu Acatenango, który liczy sobie 3976 m. n.p.m. Po godzinie marszu dotarliśmy na szczyt – mieliśmy nadzieję podziwiać wschód słońca, niestety tego poranka było to niemożliwe. Padał deszcz, wiał silny wiatr, wszystko pochłaniała gęsta mgła. Ci śmiałkowie, którzy odważyli się wyjść z namiotów, szybko zawracali.

Po rozmowie ze znajomymi spotkanymi na szczycie również postanowiliśmy pogodzić się z faktem, że nie dane nam będzie podziwiać żadnej panoramy. Wróciliśmy do namiotu, ogrzaliśmy się. W gęstej mgle wracaliśmy do drogi, na której była szansa złapać transport do miasta. Powrót zajął nam około trzech godzin.

Warto choć raz to przeżyć

Jeśli moje szczere zachwyty Was nie przekonują do męczącego spaceru na wulkan, to liczę na to, że zdjęcia mają siłę perswazji, bo naprawdę warto przeżyć taką przyrodniczą przygodę chociaż raz w życiu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *